Nie da się ukryć - panom przed ołtarz coraz mniej spieszno. Umawiać się, spotykać, mieć swoją dziewczynę - z przyjemnością, ale żeby od razu się żenić? Jeśli mamy już swojego wybranka, zachodzimy w głowę, o co mu chodzi?
Znamy się przecież wystarczająco, kochamy, wydawałoby się, że małżeństwo powinno być naturalnym ukoronowaniem naszej miłości, a on się miga. Jeszcze gorzej, gdy potencjalny kandydat dopiero majaczy na horyzoncie. W imię szczerości deklarujemy, że znajomości przelotne nas nie interesują, szukamy męża... i kandydat znika jak kamfora.
Może tylko zamieszkać razem ?
Z pewnością czasy się zmieniają, a z nimi i obyczaje. Dziś wiele osób nie czeka do ślubu, by razem zamieszkać, zacząć wspólne życie. Zarazem i małżeństwa nie są tak trwałe, a rozwód, chociaż bywa przykrym doświadczeniem, nie jest niczym niecodziennym. Niewątpliwy wpływ na ten stan rzeczy ma też emancypacja kobiet.Coraz częściej oczekujemy związków partnerskich, równego podziału obowiązków. Wielu mężczyzn to wciąż przeraża, bo jeszcze nie zdążyli z własnego domu wynieść takiego modelu rodziny.
Starajmy się dociec, co powoduje niechęć naszego partnera do instytucji małżeństwa. Może związek jego rodziców nie był udany, a może właśnie jego przyjaciel się rozwodzi? Niewykluczone też, że ukochany obawia się, że nasze wzajemne relacje po ślubie jednak ulegną zmianie - zaczniemy krzywo patrzeć na jego samotne wyjścia z kolegami czy regularne obiadki u mamy.
Jak przekonać go do ślubu?
Cóż, pozostaje nam cierpliwie go przekonywać, że nie taki diabeł straszny, jak go malują... Albo przestać tracić czas, przyznać, że z nami żenić się nie chce i rozejrzeć się za innym kandydatem.
Desperatki próbują czasem szantażu: albo ślub, albo się rozstajemy. Nie najlepszy to chyba jednak start we wspólne życie. Nawet jeśli uda nam się dopiąć swego, może się okazać, że wymuszone szczęście traci smak.
Znamy się przecież wystarczająco, kochamy, wydawałoby się, że małżeństwo powinno być naturalnym ukoronowaniem naszej miłości, a on się miga. Jeszcze gorzej, gdy potencjalny kandydat dopiero majaczy na horyzoncie. W imię szczerości deklarujemy, że znajomości przelotne nas nie interesują, szukamy męża... i kandydat znika jak kamfora.
Może tylko zamieszkać razem ?
Z pewnością czasy się zmieniają, a z nimi i obyczaje. Dziś wiele osób nie czeka do ślubu, by razem zamieszkać, zacząć wspólne życie. Zarazem i małżeństwa nie są tak trwałe, a rozwód, chociaż bywa przykrym doświadczeniem, nie jest niczym niecodziennym. Niewątpliwy wpływ na ten stan rzeczy ma też emancypacja kobiet.Coraz częściej oczekujemy związków partnerskich, równego podziału obowiązków. Wielu mężczyzn to wciąż przeraża, bo jeszcze nie zdążyli z własnego domu wynieść takiego modelu rodziny.
Starajmy się dociec, co powoduje niechęć naszego partnera do instytucji małżeństwa. Może związek jego rodziców nie był udany, a może właśnie jego przyjaciel się rozwodzi? Niewykluczone też, że ukochany obawia się, że nasze wzajemne relacje po ślubie jednak ulegną zmianie - zaczniemy krzywo patrzeć na jego samotne wyjścia z kolegami czy regularne obiadki u mamy.
Jak przekonać go do ślubu?
Cóż, pozostaje nam cierpliwie go przekonywać, że nie taki diabeł straszny, jak go malują... Albo przestać tracić czas, przyznać, że z nami żenić się nie chce i rozejrzeć się za innym kandydatem.
Desperatki próbują czasem szantażu: albo ślub, albo się rozstajemy. Nie najlepszy to chyba jednak start we wspólne życie. Nawet jeśli uda nam się dopiąć swego, może się okazać, że wymuszone szczęście traci smak.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz